NIE PRZEGAP Wywiad Tomasza Lisa z Donaldem Tuskiem dziś o 21.50 na TVP2 w programie "Tomasz Lis na żywo"

Co oznaczają niskie rentowności obligacji

Oprocentowanie polskich obligacji spada w zaskakująco szybkim tempie. Rząd słusznie chwali się, że to oznacza wiarę w bezpieczeństwo polskich finansów publicznych. Ale jest też drugi powód – mniej radosny.

Oprocentowanie polskich obligacji dziesięcioletnich na rynku spadło w piątek do poziomu 4,91 proc. – najniższego od 2006 roku. Jeszcze pół roku temu było o 0,9 pkt proc. wyższe. Skąd ten spadek? Powody są dwa.

Po pierwsze, spadek oprocentowania wynika z postrzegania Polski jako bezpiecznego miejsca do inwestowania. W ostatnich miesiącach wiele krajów europejskich miało obniżony rating, a Polska utrzymała swoją ocenę wiarygodności kredytowej. Nasz relatywny rating zatem wzrósł, zatem wzrósł popyt na polskie obligacje (cena zawsze rusza się w odwrotnym kierunku niż oprocentowanie).

Po drugie, a to już jest mniej optymistyczna interpretacja, spadek rentowności obligacji długookresowych zapowiada zwykle pogorszenie koniunktury. Rynek to tysiące analityków i traderów, którzy na bieżąco oceniają perspektywy gospodarcze. Ich prognozy en masse często lepiej wyłapują zmiany koniunktury niż modele banku centralnego lub ankiety wśród ekonomistów. Krótko mówiąc – rynek to niezły prognostyk. A skoro oprocentowanie mocno spada, to znaczy, że rynek oczekuje cięcia stóp procentowych przez bank centralny, czyli pogorszenia koniunktury.

Pokazuję to na poniższym wykresie. Widać na nim, jak w ostatnich latach różnica między rentownością obligacji dziesięcioletnich a stopą krótkookresową (niebieska linia) wyprzedzała zmiany koniunktury (czerwona linia) mierzone wskaźnikiem PMI w Polsce.

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
Kryzys finansowy
Skomentuj