POPULARNE Staliśmy się "Chińczykami Europy". Biedniejemy

Ignacy Morawski

KOKOSY I DOLARY. Prosto o ekonomii

Co oznaczają niskie rentowności obligacji

Oprocentowanie polskich obligacji spada w zaskakująco szybkim tempie. Rząd słusznie chwali się, że to oznacza wiarę w bezpieczeństwo polskich finansów publicznych. Ale jest też drugi powód – mniej radosny.

Oprocentowanie polskich obligacji dziesięcioletnich na rynku spadło w piątek do poziomu 4,91 proc. – najniższego od 2006 roku. Jeszcze pół roku temu było o 0,9 pkt proc. wyższe. Skąd ten spadek? Powody są dwa.

Po pierwsze, spadek oprocentowania wynika z postrzegania Polski jako bezpiecznego miejsca do inwestowania. W ostatnich miesiącach wiele krajów europejskich miało obniżony rating, a Polska utrzymała swoją ocenę wiarygodności kredytowej. Nasz relatywny rating zatem wzrósł, zatem wzrósł popyt na polskie obligacje (cena zawsze rusza się w odwrotnym kierunku niż oprocentowanie).

Po drugie, a to już jest mniej optymistyczna interpretacja, spadek rentowności obligacji długookresowych zapowiada zwykle pogorszenie koniunktury. Rynek to tysiące analityków i traderów, którzy na bieżąco oceniają perspektywy gospodarcze. Ich prognozy en masse często lepiej wyłapują zmiany koniunktury niż modele banku centralnego lub ankiety wśród ekonomistów. Krótko mówiąc – rynek to niezły prognostyk. A skoro oprocentowanie mocno spada, to znaczy, że rynek oczekuje cięcia stóp procentowych przez bank centralny, czyli pogorszenia koniunktury.

Pokazuję to na poniższym wykresie. Widać na nim, jak w ostatnich latach różnica między rentownością obligacji dziesięcioletnich a stopą krótkookresową (niebieska linia) wyprzedzała zmiany koniunktury (czerwona linia) mierzone wskaźnikiem PMI w Polsce.

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
Kryzys finansowy

PROMOWANE

  • Dwa widoki

    Homo malcontentus i Homo optymictus czytaj więcej

  • Wychowaliśmy takie pokolenie mężczyzn

    Wsiadłam kilka dni temu do pociągu. - Przepraszam pana, czy mógłby pan pomóc mi włożyć walizkę na półkę? Walizeczka mała na jeden dzień, ale jednak, dla mnie i wysoko i stoi obok mężczyzna... - Nie. Mam chory kręgosłup. Ani przepraszam, ani pani wybaczy… Nic. Wcześniej włożył swoją wielką walizę bez wysiłku. Wstała obok siedząca pani i powiedziała:- Pomogę pani. Wzięła moją walizkę zanim zdążyłam zaprotestować i wrzuciła na górną półkę. czytaj więcej

  • Nie wrzucajcie mnie do jednego worka!

    Długo zbierałem się do tego wpisu. Wolałem jednak poczekać i sprawdzić, jak rozwinie się sytuacja. Od kilku dni obserwuję spektakl pod tytułem „strajk matek dzieci/osób niepełnosprawnych w Sejmie”, na którym korzystają wyłącznie politycy. Wbrew słowom organizatorów, nie pomaga on społeczności ludzi chorych, a wręcz im szkodzi. Nie chcę być – a z tego co wiem, moi znajomi również – wrzucany do jednego worka z obywatelami okupującymi Wiejską. czytaj więcej

  • Prawdziwy. Prawdziwszy. Trup

    W PWN-owskim podręczniku dla ośmiolatków znalazłam wierszyk: „Katechizm polskiego dziecka”: Kto Ty jesteś? Polak mały (...) Coś jej winien? Oddać życie. I tak dalej …. Wierszydło zostało napisane około roku 1900 przez Władysława Bełzę. Drugorzędnego poetę, mocno na wyrost nazywanego piewcą polskości. Naiwny, drażniący ucho tekścik od ponad stu lat jest narzędziem indoktrynacji i prania małych mózgów. Bo, jak inaczej nazwać (w XXI wieku) przekonywanie, że ośmioletnie dziecko rośnie po to, by oddać życie za kawałek ziemi? czytaj więcej