W dół, w dół, w dół

Dwa tygodnie temu napisałem, że może czekać nas seria rewizji w dół prognoz wzrostu polskiej gospodarki. I rzeczywiście tak się stało - oczekiwania na przyszły rok są mocno rewidowane, a to jeszcze nie koniec.

Poniżej przedstawiam wykres ze średnią prognoz rynkowych co do wzrostu PKB na 2012 i 2013 r. Pokazuję prognozy z końca maja i prognozy z końca czerwca. W ciągu zaledwie miesiąca oczekiwania co do przyszłego roku "osunęły się" w dół o prawie 0,5 pkt proc. To sporo. Wydaje mi się, że w kolejnych miesiącach prognozy na 2013 r. spadną jeszcze o kilka dziesiątych.



Nie twierdzę, że czeka nas głęboki kryzys, ale myślę, że nadchodzące kwartały będą trudne dla gospodarki. Wzrośnie bezrobocie, płace będą rosły wolniej, podobnie jak zyski firm.

Coś pozytywnego? Popyt na polskie obligacje jest na prawdę duży, a to oznacza, że rynki traktują Polskę jako dość bezpieczne miejsce. Jeden z dużych japońskich banków inwestycyjnych (hmmm, nie trudno zgadnąć nazwę) napisał ostatnio, że nawet w scenariuszu rozpadu strefy euro Polska ma szanse wyjść obronną ręką. Skąd taki wniosek? Nie mam bladego pojęcia, ale jest weekend i nie będę dociekał - zakończę tą optymistyczną nutą.

IM

Trwa ładowanie komentarzy...