O autorze
Pracuję w Polskim Banku Przedsiębiorczości, gdzie odpowiadam za analizy makroekonomiczne. Współpracuję z Polską Akademią Nauk, gdzie jestem członkiem zespołu przygotowującego półroczny raport „Gospodarka Polski – Prognozy i Opinie”. Jestem również współpracownikiem „Obserwatora Finansowego”. W przeszłości związany byłem z działem ekonomicznym „Rzeczpospolitej”, gdzie pracowałem jako reporter, a później pisałem felietony. Moje krótkie i dłuższe teksty wciąż ukazują się w tej gazecie. Jestem absolwentem ekonomii Uniwersytetu Bocconi w Mediolanie oraz politologii Uniwersytetu Warszawskiego. Specjalizuję w się w zagadnieniach polityki pieniężnej i fiskalnej, ekonometrii oraz ekonomii politycznej. Prowadzę, wspólnie z Janem Niedziałkiem z TVN CNBC, blog o książkach ekonomicznych: www.highbookvalue.com. Oprócz książek ekonomicznych, lubię literaturę klasyczną.

Dobry Krugman, zły Krugman

Recenzja książki Paula Krugmana: „End This Depression. Now!“. To prawdopodobnie jeden z bardziej kontrowersyjnych współczesnych ekonomistów, ale jednocześnie jeden z tych, którzy najlepiej tłumaczą specyfikę obecnego kryzysu. Warto słuchać Paula Krugmana, ale też nie dawać mu wiary w 100 proc., bo pewnych problemów ewidentnie nie dostrzega.

(Tekst jest modyfikacją artykułu z bloga highbookvalue.com, który prowadzę wspólnie z Jankiem Niedziałkiem z TVN CNBC).



Najnowsza książka Paula Krugmana w pełnym świetle stawia wszystkie zalety i wady tego ekonomisty. Jest on świetnym obserwatorem i analitykiem, utalentowanym felietonistą, ale jednocześnie bardzo upartym człowiekiem, niezdolnym dostrzec, że świat nie jest czarno-biały, jakby tego chciał.

Krugman tłumaczy mechanizmy trwającego od 2008 r. kryzysu w sposób bardzo przejrzysty i przekonujący, wtajemniczając przy tym czytelników mechanizmy makroekonomiczne. Czytałem wielu tzw. „wybitnych“ ekonomistów i muszę przyznać, że Krugman należy do najbardziej przekonujących – nie dlatego, że posiadł zdolności pisarskie, ale dlatego, że jego (i mu podobnych - nie obmyślił tego solo) wytłumaczenie mechanizmów kryzysu jest moim zdaniem najbardziej spójne, posiada relatywnie mało luk i pozwala wyjaśnić wiele zjawisk obserwowanych współcześnie w gospodarkach rozwiniętych.

Logika stojąca za całym wywodem jest bardzo prosta. Obecny kryzys to efekt nadmiernego zadłużenia sektora prywatnego w wielu krajach, choć Krugman skupia się głównie na USA. Pomimo wielu przyczyn wzrostu długu, jedna wydaje się najpełniej ogarniać wszystkie inne: wiara w wieczną stabilność. Teoria tzw. great moderation wskazywała, że osiągnięcia współczesnej makroekonomii pozwolą zapobiec głębszym turbulencjom gospodarczym. To zwiększało zaufanie do kredytobiorców, stwarzało wrażenie, że generalne ryzyko systemowego kryzysu maleje. Aż do momentu, kiedy zaufanie przerodziło się w lekceważenie, o co wcale nie trudno.

Kiedy okazało się, że łączna wartość zadłużenia jest zbyt wysoka w stosunku do zdolności spłaty długu, gospodarstwa domowe zaczęły gwałtownie oszczędzać, a instytucje finansowe pozbywać się aktywów. Punkt przegięcia nastąpił gdzieś w połowie 2008 r. Jak łatwo zrozumieć, gwałtowne oszczędności może wprowadzić jedna osoba, ale nie całe społeczeństwo. Kiedy sektor prywatny zaczyna gwałtownie oszczędzać, gospodarka wpada w recesję i nie oszczędza nikt – PKB spada, ceny spadają, a dług realny (w stosunku do poziomu cen) rośnie.

Są zasadniczo cztery wyjścia z takiej pułapki. Po pierwsze, można gwałtownie zwiększyć eksport, zapewniając napływ pieniądza. To jednak jest trudne dla dużych gospodarek, takich jak USA, czy Hiszpania. Po drugie, można zrestrukturyzować zadłużenie. Po trzecie, można zwiększyć deficyt budżetowy – rząd musi wziąć na siebie ciężar utrzymania popytu wewnętrznego. Tak zresztą się stało we wszystkich krajach. Po czwarte, część zadłużenia może wziąć na siebie przejściowo bank centralny poprzez skup aktywów, zapobiegając w ten sposób panice, samospełniającym się przepowiedniom i skokom stóp procentowych.

Krugman twierdzi, że rządy w USA i Europie zrobiły zdecydowanie za mało w każdym z trzech ostatnich punktów, choć skala błędów jest inna w USA niż Europie. W USA zbyt mały był zasięg ekspansji fiskalnej i restrukturyzacji długu, w Europie – ekspansji fiskalnej (chodzi o Niemcy) i monetarnej. Do tego momentu wywód Krugmana jest bardzo spójny i trudno mu coś zarzucić. Ale autor ujawnia też swoją „ciemną“ stronę.

Krugman nie ułatwia czytelnikom zrozumienia mechanizmów gospodarczych, kiedy sugeruje im, że wyjście z kryzysu jest zasadniczo proste. Oskarżanie adwersarzy o niemal głupotę – a to zbyt łatwo przychodzi autorowi – to sprytny zabieg publicystyczny, zapewniający sławę i niezłe dochody, ale utrudniający dojście do źródła problemów.

Wróćmy do zasadniczego dylematu, czyli czterech sposobów wyjścia z pułapki zadłużenia. Wbrew pozorom – i wbrew temu co sugeruje Krugman – wybór między poszczególnymi sposobami reakcji na kryzys jest cholernie trudny i ryzykowny. Jeżeli uznamy, że w okresie kryzysu gospodarka jest znacząco poniżej swojego potencjału, to ekspansja monetarna i fiskalna wydaje się najlepszym wyjściem. Jeżeli jednak w okresie kryzysu gospodarka utraciła potencjał wzrostu – a to wydaje się przypadek niektórych krajów Europy Południowej – to ekspansja fiskalna będzie drogą do nikąd, pogorszy tylko problemy. W takiej sytuacji najlepszym wyjściem jest restrukturyzacja zadłużenia.

Potencjału gospodarki nie da się jednak łatwo oszacować – można to uczynić ex post, ale szacunki ex ante są o niebo trudniejsze. Dlatego wybór strategii wyjścia z kryzysu nie jest łatwym zadaniem. Krugman tego nie dostrzega, jego zdaniem potencjał gospodarek rozwiniętych zasadniczo się w ostatnich latach nie zmienił. Tymczasem wydaje się, że niechęć rządu Niemiec do pomagania krajom Południa może wynikać z faktu, że nie wierzy on w odzyskanie potencjału wzrostu przez te kraje i tym samym po cichu godzi się z fatem, że dług w pewnym momencie trzeba będzie umorzyć. Tak jak w przypadku Grecji.

Gdyby Krugman pozwolił mniej zorientowanym czytelnikom zrozumieć, z jakimi dylematami zmagają się politycy, wykorzystałby swój talent publicystyczny w znacznie lepszy sposób. Tak zostawia ich z przekonaniem, że świat jest bardzo prosto skonstruowany, a politycy i konserwatywni ekonomiści są zasadniczo idiotami.
Trwa ładowanie komentarzy...