O autorze
Pracuję w Polskim Banku Przedsiębiorczości, gdzie odpowiadam za analizy makroekonomiczne. Współpracuję z Polską Akademią Nauk, gdzie jestem członkiem zespołu przygotowującego półroczny raport „Gospodarka Polski – Prognozy i Opinie”. Jestem również współpracownikiem „Obserwatora Finansowego”. W przeszłości związany byłem z działem ekonomicznym „Rzeczpospolitej”, gdzie pracowałem jako reporter, a później pisałem felietony. Moje krótkie i dłuższe teksty wciąż ukazują się w tej gazecie. Jestem absolwentem ekonomii Uniwersytetu Bocconi w Mediolanie oraz politologii Uniwersytetu Warszawskiego. Specjalizuję w się w zagadnieniach polityki pieniężnej i fiskalnej, ekonometrii oraz ekonomii politycznej. Prowadzę, wspólnie z Janem Niedziałkiem z TVN CNBC, blog o książkach ekonomicznych: www.highbookvalue.com. Oprócz książek ekonomicznych, lubię literaturę klasyczną.

Efekt zarazy oddalony - Grecja dostanie pomoc

Nowy pakiet pomocowy dla Grecji, połączony z restrukturyzacją wierzytelności znajdujących się w rękach prywatnych inwestorów, odsuwa widmo niekontrolowanego bankructwa rządu w Atenach. Jest to o tyle istotne dla rynków finansowych i całej gospodarki europejskiej, że ewentualny chaotyczny proces niewypłacalności mógłby poprzez efekt zarazy przenieść się na inne kraje, m.in. Portugalię, Hiszpanię i Włochy.

Ryzyko efektu zarazy nie było może bardzo wysokie, ponieważ w ostatnich tygodniach inwestorzy zaczęli wyraźnie odróżniać problemy Grecji od wyzwań stojących przed innymi krajami. Jednak istotną cechą kryzysów finansowych jest to, że trudno przewidzieć kanały i dynamikę ich rozprzestrzeniania. Dlatego uratowanie Grecji przed bankructwem uważam za istotny czynnik stabilizujący strefę euro i całą Europę, przynajmniej w krótkim okresie.



Patrząc bardziej długookresowo, pojawia się pytanie, czy przyjęty program pomocy Grecji i restrukturyzacji jej zadłużenia będzie skuteczny? To znaczy, czy wprowadzi Grecję na ścieżkę wzrostu gospodarczego, która w końcu doprowadzi ten kraj do możliwości samodzielnej spłaty zadłużenia? Odpowiedź brzmi: niekoniecznie. Zadłużenie publiczne Grecji wciąż będzie przekraczało 120 proc. PKB, co najmniej do 2020 r. A to bardzo dużo jak na kraj o bardzo słabym sektorze eksportowym, czyli niskiej zdolności do generowania oszczędności w gospodarce. Oznacza to, że redukcja wierzytelności banków powinna być znacznie wyższa, a również wierzytelności publiczne powinny zostać zrestrukturyzowane. Grecy są winni swoich problemów, ale równie odpowiedzialny z jej problemy jest sektor finansowy, a swoje trzy grosze dołożyły rządy krajów strefy euro, które od 2010 r. negowały konieczność szybkiej restrukturyzacji greckiego zadłużenia. Wydaje mi się, że przywódcy europejscy zdają sobie z tego sprawę, jednak chcą na razie wymusić na Grecji jak najgłębsze reformy. Pojawia się natomiast wątpliwość, na ile skuteczne mogą być te reformy, jeżeli są przeprowadzane w warunkach notorycznego braku zaufania rynków i innych rządów oraz narastających protestów społecznych. Wydaje mi się, że Europa jest jeszcze daleko od rozwiązania greckiego problemu.
Trwa ładowanie komentarzy...